Światowe Dni Młodzieży Sydney 2008


W 1985 roku Ojciec Święty Jan Paweł II pisze List Apostolski do młodych z okazji ONZ-towskiego Miedzynarodowego Roku Młodzieży oraz ogłasza ustanowienie Światowych Dni Młodzieży. Do Rzymu przybywa 350 000 młodych z całego świata. Odtąd każdego roku spotyka się w Rzymie z młodzieżą w Niedzielę Palmową zaś co dwa – trzy lata w innym wyznaczonym przez niego miejscu na kuli ziemskiej.
Te papieskie spotkania w wymiarze międzynarodowym stały się największym festiwalem młodzieżowym na świecie. Dotąd odbyły się: w Rzymie, Buones Aires, Santiago de Compostela, Czestochowie, Denver, Manilii, Paryżu, Toronto i Kolonii gromadzac setki tysięcy a nawet miliony młodych pielgrzymów.
Od 15 do 20 lipca 2008 roku Światowe Dni Młodzieży odbyły się w Sydney, w Australii.

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą artykuły. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą artykuły. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 19 sierpnia 2008

Fr. Stan Fortuna - Everybody Got 2 Suffer

Wyobraź sobie, że jesteś w czarnej dzielnicy jednego z amerykańskich miast. Jest godzina popołudniowa, a ty jesteś w samym centrum murzyńskiego "getta". Dookoła wysokie bloki z czerwonej cegły, z charakterystycznymi schodami przeciwpożarowymi na zewnątrz. Przed nimi przecznica, a na niej, po lewej i prawej stronie, stoją samochody. Niektóre mają poprzebijane opony, inne dziury po kulach w masce, gdyż zeszłej nocy była tutaj strzelanina. Stoisz właśnie na takiej przecznicy.
To nie jest scenariusz gangsterskiego filmu. To są realia południowego Bronksu w Nowym Jorku.
Przechodząc obok jednego z budynków, do twoich uszu dobiega z jego wnętrza przez otwarte okno rytmiczna muzyka. Słyszysz męski głos.
Ktoś rapuje amerykańskim slangiem, zabarwionym latynoskim akcentem.
Zatrzymujesz się pod oknem i słuchasz. Ten męski wokal wyraźnie cię przenika. W podkładzie słychać na przemian jazzowo-hiphopowe sample, a teksty łatwo wpadają ci w ucho. Wsłuchujesz się w utwór i nie wierzysz własnym uszom!
W samym centrum nowojorskich slamsów słyszysz, jak ktoś śpiewa... śpiewa o twoim Bogu! Ktoś w hiphopowy sposób śpiewa o Jezusie Chrystusie, o Dobrej Nowinie!
To jeszcze nie koniec. Twój szok się potęguje, kiedy przed budynkiem dostrzegasz siedzących na schodach ogromnych, wytatuowanych, z łańcuchami na szyjach Murzynów. Nie reagują!
Kompletny brak buntu wobec zasłyszanych z okna treści. Wręcz przeciwnie, oni zaczynają się rytmicznie poruszać w takt muzyki. Przecież jeszcze w Polsce słyszałeś od znajomych, że w takich dzielnicach jak Bronx to lepiej się za bardzo nie chwalić, że jest się katolikiem, bo może to się źle skończyć. A teraz słyszysz muzykę rozbrzmiewającą na całą ulicę. Muzykę chrześcijańską.
Podchodzisz do filaru budynku i widzisz na nim tabliczkę z napisem: FR. STAN FORTUNA, Francesco Productions, South Bronx.
Taka historia mogłaby się wydarzyć, gdybyś faktycznie się znalazł tam, przed studiem nagraniowym ojca Stana. Ta krótka historia jest zarazem odzwierciedleniem jego codziennego życia. Jest on muzykiem, artystą, ale przede wszystkim kapłanem. Żyje i pracuje dla najbiedniejszych. On pokochał ich, oni zaakceptowali i pokochali jego.(...)
Przewodnik Katolicki

O. Stan Fortuna byl gosciem Festiwalu Mlodych Swiatowych Dni Mlodziezy w Sydney

sobota, 26 lipca 2008

Le Monde: Spadek po polskim papieżu

Obawiano się, że po śmierci Jana Pawła II duch ożywiający Światowe Dni Młodzieży osłabnie.
Nic podobnego się jednak nie stało: 250 tys. pielgrzymów z całego świata bierze udział w wielkim katolickim święcie młodych w Sydney.


To był genialny pomysł Jana Pawła II, zaniepokojonego wyludnianiem się kościołów. Światowe Dni Młodzieży (ŚDM) narodziły się w 1985 roku. Ich sukces jest niezaprzeczalny. Owe doroczne spotkania z młodymi – na przemian w Rzymie i w którymś z wielkich miast świata – stały się częścią legendy o polskim papieżu. Bez tej inicjatywy Ojcu Świętemu nigdy nie udałoby się zgromadzić tak licznych, rozgrzanych do białości tłumów: 3 miliony w Manilli w styczniu 1995 roku, 1 milion w Paryżu w sierpniu 1997 roku, 2 miliony w Rzymie w sierpniu 2000 roku… ŚDM były ulubioną trybuną Karola Wojtyły, miejscem "globalizacji" jego przesłania.


Teraz 81-letni Benedykt XVI po raz drugi przejmuje pałeczkę po swoim poprzedniku w Sydney w Australii, gdzie od 15 do 20 lipca odbywa się zgromadzenie młodych ludzi, w większości przybyłych z Oceanii i z Azji. W sierpniu 2005 roku, cztery miesiące po konklawe, świeżo wybrany papież przewodniczył w Kolonii XX Światowym Dniom Młodzieży. Wybór Niemiec, jego kraju rodzinnego, nastąpił jeszcze przed śmiercią Karola Wojtyły. Wiele osób obawiało się, że ten wyraz młodzieńczej wiary umrze wraz z Janem Pawłem II. Jednak liczba uczestników kolejnych zgromadzeń oraz ich entuzjazm wcale się nie zmienia – do Kolonii przybyło 700 tys. młodych ludzi ze 193 krajów świata.


Benedykt XVI narzucił jednak temu zgromadzeniu mniej spektakularny styl pedagoga, starającego się w większym stopniu nauczać, a w mniejszym uwieść swoich słuchaczy. Taki sam surowy charakter mają jego nauki wygłaszane w każdą środę podczas tzw. audiencji generalnych w Rzymie. – Jan Paweł II stworzył dla Kościoła nowy wizerunek, Benedykt XVI ogranicza się do niestrudzonego przekazywania treści wiary – usłyszeliśmy w Watykanie. W Kolonii młodzi odkryli papieża zapatrzonego "w głąb", bardziej uduchowionego.

Jego przesłanie także nie było podobne do przesłania Jana Pawła II, który w hiszpańskim Santiago de Compostella w 1989 roku, w Częstochowie w 1991 roku, w Denver (USA) w 1993 roku czy w Manili (Filipiny) w 1995 roku kładł nacisk na zakazy seksualne Kościoła. W Kolonii Benedykt XVI postawił duchowość przed moralnością i mówił o miejscu młodzieży w zobojętniałym wobec Boga społeczeństwie, o godnym wykorzystaniu wolności, o pokusie zwrócenia się w stronę innych form religijności.

Na tym etapie historii Światowych Dni Młodzieży nasuwa się pytanie o znaczenie tej masowej manifestacji. O ich sukcesie przesądził międzynarodowy zasięg. Popularność spotkań w Częstochowie czy w Manilli można łatwo wytłumaczyć przytłaczającą przewagą katolików w Polsce i na Filipinach. Znacznie bardziej ryzykownie zapowiadało się spotkanie w Paryżu przed jedenastu laty. Ale z liczbą 160 krajów, które były wówczas reprezentowane nad Sekwaną, francuskie ŚDM pobiły rekord uczestnictwa pod względem różnorodności narodowościowej pielgrzymów. Do Kolonii po raz pierwszy przybyła młodzież z Wietnamu i Chin. (…)

Światowe Dni Młodzieży uformowały nowe pokolenie ludzi wierzących, tzw. pokolenie Jana Pawła II, złożone z ludzi pozbawionych kompleksów, pełnych entuzjazmu, aktywnych, przedkładających intensywne pod względem przeżyć dni zgromadzeń, liturgii i pielgrzymek nad regularne praktyki w kościele. Coroczna impreza dla młodych stworzyła katolicyzm bardziej otwarty, przyjazny dla "nowych wspólnot" znajdujących się czasem na marginesie tradycyjnych struktur Kościoła, głoszących "nową ewangelizację" świata. Wywołuje to niekiedy irytację u chrześcijan w starszym wieku, nieprzyzwyczajonych do tak demonstracyjnego okazywania wiary, preferujących religijność bardziej dyskretną, "ukrytą w ludzkiej głębi".

Chociaż Światowe Dni Młodzieży odnowiły ducha religijnego wśród młodych, to jednak nie skłoniły ich do zapełnienia kościołów ani do zasilenia seminariów. Widać to wyraźnie na przykładzie Francji, gdzie tylko 700 seminarzystów diecezjalnych przygotowuje się do pracy duszpasterskiej. Zgromadzenia młodzieży pokazały jednak, że wiarę można przeżywać inaczej niż w tradycyjnych obrządkach. Zdaniem watykańskich organizatorów tych imprez, ŚDM są rodzajem "mobilizującej utopii", wychodzą naprzeciw pragnieniom młodych katolików, stanowiących zwykle znaczną mniejszość w swoich krajach, by gromadzić się w regularnych odstępach czasu w tej nowej wspólnocie, manifestować swoją wiarę, modlić się, świętować, słuchać rocka i... papieża.
*
Pomimo trudności organizacyjnych i kosztów (młodym Afrykanom czy Europejczykom przeszkodziły one w podróży do Sydney) zwolennicy utrzymania ŚDM uważają, że pozostają one najważniejszą "witryną" Kościoła katolickiego. Od dawna krążą jednak propozycje alternatywnych zgromadzeń. Powstał m.in. pomysł tzw. kongresów ewangelizacyjnych, mających odbywać się kolejno we wszystkich europejskich stolicach. Takie spotkanie zorganizowano w Paryżu w Dniu Wszystkich Świętych w 2004 roku. Kościoły afrykańskie nie pozostają w tyle: w 2004 roku w Dakarze odbyło się kontynentalne forum młodzieży.
Le Monde
fot. K. Bajkowski
*) Image courtesy of WYD 2008

środa, 25 czerwca 2008

Od Xt3 do TOT czyli małe WYD

Wszystko zaczęło sie od jednego emailowego zdania:
“Basia is requesting to be your friend….”

W ten sposób dzięki Basi - Liderce naszej Polskiej Grupy w Sydney - dostałam sie na portal katolicki Xt3 - “officialną stronę dla zainteresowanych Światowymi Dniami Młodzieży i tym, co będzie działo sie potem…”
Nie minęło zbyt dużo czasu, kiedy wkrótce po zalogowaniu, z różnych stron świata zaczęły napływać do mnie podobne zaproszenia do nawiązania internetowej łączności.

Tą drogą otrzymałam też propozycję do wzięcia udziału w kolejnej - dziesiątej już - sesji “Theology on Tap” - spotkań dyskusyjnych na tematy wiary katolickiej, które odbywają się w każdy pierwszy poniedziałek miesiąca w Sydney - Paramatta z udziałem najlepszych teologów. Tym razem Spotkanie miało charakter szczególny. Włączone w czas przygotowań do WYD08 skupiło liderów grup, kapłanów, zakonników i wolontariuszy i wielu młodych ludzi wokół Pasterza naszej Archidiecezji Sydney - Jego Eminencji Kardynała George'a Pella. On też był głównym Gościem i prelegentem tego wieczoru.
Temat, dość kontrowersyjny, zapowiadał się ciekawie: “Popes: Vicars of Christ or Anti-Christs?"

Swoją prelekcję Ksiądz Kardynał rozpoczął wychodząc od Biblijnej postaci Szymona - Rybaka. Właśnie temu Apostołowi - Chrystus powierzył Klucze i władzę nad rodzącym się Kościołem. Przyjmując nowe imię - Piotr, czyli Skała, stał sie on Opoką, pierwszym Papieżem. Odtąd władza ta, przekazywana drogą Sukcesji Apostolskiej jest udziałem każdego kolejnego Papieża.
“Papieże bywali różni”… - powiedział Ksiądz Kardynał, wymieniając imiona niektórych. Wspomnienie Osoby Jana Pawla II, wywołało natychmiastową burzę oklasków. “Bez Niego, nie byłoby nas dziś tutaj. To On dał początek Światowym Dniom Młodzieży“ …Niewątpliwie, był On jednym z największych” - dodał, umacniając to przekonanie w nas - ciągle jeszcze wiwatujacych słuchaczach.

W trwającej ponad 2000 lat historii Papiestwa i Kościoła bywały też momenty trudne. Ksiądz Kardynał, z właściwą sobie odwagą głoszenia prawdy i autorytetem, nie bał się dotknąć jej ciemnych zawirowań - podkreślając szczególnie czasy panowania kolejnych antypapieży, niewolę awiniońską i reformację z jej skutkami w XVI wieku.
Takie spojrzenie w prawdzie dało nam obraz Kościoła powierzonego niegdyś Piotrowi, który zapierając się Chrystusa, pokornie wrócił i wyznał trzykrotne “Panie, Ty wiesz, że Cię kocham…”. Mocą Kościoła jest Duch Święty i prowadzi go pomimo ludzkiej słabości - podkreślił na zakończenie Ksiądz Kardynał.

Rozpoczął się czas dyskusyjny. Stawiano pytania - o możliwość święcenia kobiet w Kościele Katolickim z braku wystarczającej liczby księży, o problem doświadczania samotności przez kapłanów, o strój zakonny i jego znaczenie, o osobę obecnego Papieża i jej dostępność dla młodych… - by wymienić tylko niektóre. Ksiadz Kardynał rzeczowo ale i z humorem przekazywał nam w odpowiedziach zdrową naukę Kościoła. Na jego stwierdzenie “Jesteśmy ludźmi Biblii i powinniśmy być jej wierni i dawać jej świadectwo“ , ktoś zareagował - “A gdzie w Biblii jest mowa o Światowych Dniach Młodzieży?” “Dzieje Apostolskie - rodzący się żywy Kościół!” - padła z uśmiechem odpowiedź wzbudzając naszą radość i entuzjastyczne brawa.

Miejsce spotkań jest szczególne - irlandzki PUB…. A cała atmosfera - pogodna, zapraszająca do otwartej dyskusji, pozwalająca stawiać dręczące pytania bez lęku, w trosce o szukanie Prawdy. I co także jest pięknym doświadczeniem - danym mi tego wieczoru - można spotkać wielu młodych ludzi, głęboko zaangażowanych w życie Kościoła, pragnących dzielić się swoim przeżywaniem wiary i tym samym ubogacać się wzajemnie.

Ten wieczór - jak w swoim słowie powitalnym powiedział prowadzący to spotkanie Patrick Langller - młody student teologii i prawa - był naszym małym WYD na 20 dni przed wielkim Spotkaniem Młodych z Papieżem Benedyktem. Dzieki obecnemu wśród nas dziennikarzowi Rayowi Martinowi - filmowa relacja z tego wieczoru będzie transmitowana przez telewizję podczas Światowych Dni Młodzieży.

Sr. Monika Bury MChR


Fot: M.Bury

czwartek, 19 czerwca 2008

Rzeczpospolita: Doświadczyć wspólnoty w Sydney

Grzegorz Pindelski, lider grupy WYD „The Youth from Warsaw”

Na spotkanie młodych z Benedyktem XVI w Sydney w połowie lipca przybędzie blisko 180 tys. pielgrzymów z całego świata, w tym 50 tys. Australijczyków. W tej grupie będzie tylko 2 tysiące Polaków. Na poprzednim spotkaniu młodych w Kolonii w 2005 r. było ich dziesięć razy więcej.

– Barierą są wysokie koszty – przyznaje ks. Grzegorz Suchodolski, dyrektor Krajowego Biura Światowych Dni Młodzieży w Warszawie.

Koszt przelotu i niemal dwutygodniowego pobytu w Australii to 8 tys. zł. Ci, którzy zostają dłużej, by przy okazji zwiedzić kraj, zapłacą więcej. Najwięcej osób jedzie z diecezji położonych w najbogatszych regionach Polski: poznańskiej, krakowskiej, warszawskiej, katowickiej. Zaledwie kilka osób wybiera się do Sydney z diecezji drohiczyńskiej i kaliskiej. Dla Agnieszki Jaworskiej, studentki IV roku administracji na KUL, to już czwarty Światowy Dzień Młodzieży. Po raz pierwszy w 2000 r. namówiła ją mama. Po Rzymie była jeszcze w Toronto i Kolonii. – Już trzy lata temu wiedziałam, że chcę jechać do Australii. Mama trochę się zapożyczyła, ale damy radę – mówi.

Agnieszka jedzie z 37-osobową grupą z diecezji radomskiej, którą prowadzi ks. Sławomir Płusa. Wylatują już 3 lipca do Melbourne. Najpierw spędzą tydzień w australijskich diecezjach, będą uczestniczyć w imprezach religijno-kulturalnych przygotowanych przez Kościół w Melbourne. Potem od 14 do 20 lipca będą w Sydney na spotkaniu z papieżem. W sumie będzie tam 800 pielgrzymów z Polski.

Inni Polacy dni poprzedzające główne spotkanie z papieżem spędzą w Canberze, Brisbane, Adelajdzie. Wśród polskich uczestników ŚDM 700-osobową grupę stanowią członkowie Neokatechumenatu, który zawsze na spotkania z papieżem wysyła silną reprezentację.

– Od Światowego Dnia Młodzieży w Rzymie zmieniłam się diametralnie – wyznaje Agnieszka Jaworska. – Wcześniej Bóg się przewijał w moim życiu, ale nie było wiary. Teraz zastanawiam się nad wstąpieniem do zakonu.Grzegorz Pindelski jest studentem IV roku teatrologii w Warszawie, a jednocześnie liderem stuosobowej grupy młodych, którzy jadą do Sydney z archidiecezji warszawskiej. Po raz pierwszy był na ŚDM w Kolonii. I on dostrzega zmiany w swoim życiu. – Byłem ministrantem, lektorem, ale to wynikało z rodzinnej tradycji. Dopiero od pobytu w Kolonii zacząłem się zastanawiać nad swoją wiarą: po co mi Kościół, po co religia – mówi Grzegorz. Od półtora roku należy do Odnowy w Duchu Świętym. Od roku uczestniczy w przygotowaniach do ŚDM w Sydney, które mają także charakter duchowy.

– Światowy Dzień Młodzieży to niezwykłe przeżycie. Jakby cały świat spotkał się w jednym miejscu – mówi Agnieszka Jaworska. – To ważne zobaczyć tyle młodych osób, które mają te same wartości, ideały i mówią o Bogu, modlą się wspólnie. Przeżycie wspólnoty jest bardzo ważne. Z uwagi na koszty inna niż w Kolonii jest struktura grup wyjeżdżających do Sydney. – Większość ma powyżej 20, a nawet 25 lat. Sporo z nich już pracuje. Przeważnie nie są związani z żadnym ruchem religijnym. To dla nas, księży, duża szansa duszpasterska – mówi ks. Suchodolski.

Dla tych, którzy nie mogą polecieć do Sydney z powodu kosztów, wspólnoty religijne i diecezje organizują „Sydney w Polsce”, czyli kilkudniowe spotkania młodzieży z programem religijnym i kulturalnym. Odbędą się one m.in. w Warszawie, Niepokalanowie, Wolborzu, Bydgoszczy, Płońsku, na Lednicy. Centralnym punktem będzie transmisja czuwania Benedykta XVI z młodzieżą 19 lipca wieczorem i msza 20 lipca kończąca ŚDM. W tym roku odbywa się pod hasłem: „Duch Święty zstąpi na was, otrzymacie Jego moc i staniecie się moimi świadkami”.

Ewa K. Czaczkowska, Rzeczpospolita

poniedziałek, 16 czerwca 2008

Tony Abbott: Australijskie wyzwanie dla Papieża


W Świecie w którym cuda nauki są na świeczniku, czy ktokolwiek powinien jeszcze wierzyc w Boga? W swiecie gdy bycie prawym wydaje się byc postawą niepewną, czy ktokolwiek powinien słuchac nauki Kościoła?
Te pytania bąda unosiły sie nad sześciodniowym festiwalem znanym jako Swiatowy Dzień Młodzieży, ktory opanuje Sydney począwszy od 15 lipca.
Jeżeli odpowiedzi na te pytania dla kogoś, kto interesuje się sprawami duchowymi, mają jakiekolwiek znaczenie - to te właśnie wydarzenie jest dla niego. Nie tylko dla młodych katolików.
Jeżeli jest ktoś jeszcze zdolny do dostarczenia przekonywujących odpowiedzi na te pytania to jest nim Joseph Ratzinger, określony przez arcybiskupa Sydney, kard. George’a Pella jako najznamienitszy żyjący teolog katolicki. Z drugiej strony, jeśli jest jakakolwiek organizacja zdolna zrobic coś historycznego wyzwalając religijne uczucia w rozśpiewanych ogromnych tłumach to jest nią australijski Kościół katolicki.

Tak mniej więcej w wolnym tłumaczeniu rozpoczyna swój artykuł The Mission, na miesiąc przed przybyciem papieża Benedykta XVI do Sydney, jeden z prominentnych australijskich, katolickich polityków, b. wicepremier i b. minister zdrowia – Tony Abbott. Obecnie jest on rzecznikiem opozycji ds. rodziny i spraw tubylczych.
-------------

Zobacz caly artykuł, który ukazał się w
The Weekend Australian Magazine 14 czerwca

środa, 28 maja 2008

Przewodnik Katolicki: Sydney już blisko!




W kwietniowym 16 numerze wydawanego w Poznaniu Przewodnika Katolickiego ukazal sie wywiad z Basią Slusarczyk, ktory przeprowadzilem dla Pulsu Polonii.

Przewodnik Katolicki: Wywiad z Barbarą Slusarczyk

sobota, 26 kwietnia 2008

Kościół w Australii

Światowe Dni Młodzieży, które odbędą się w tym roku w Sydney, będą wsparciem dla katolicyzmu w Australii, borykającego się z wieloma kłopotami - pisze Rzeczpospolita.

Brakuje nam duchowości – mówiąc to ks. John Fowles prezentuje w Hoxton Park pod Sydney czteroosobowy lekki samolot Jabiru J 400. W maju Skrzydłami Anioła, bo taką dał mu nazwę, zamierza oblecieć całą Australię. Liczy, że w czasie tej podróży zbierze milion dolarów na pomoc dla Timoru Wschodniego – najbliższego sąsiada Australii i jednego z najbiedniejszych państw świata.



Z tych pieniędzy ks. Fowles zamierza sfinansować też podróż dziesięciu młodych osób z Timoru Wschodniego na Światowe Dni Młodzieży, które w lipcu odbędą się w Sydney. Kiedy w maju 2008 roku ruszy w liczącą 7000 kilometrów trasę ze swoim programem „Fly Away to Heaven”, symbole Światowych Dni Młodzieży – krzyż i ikona Matki Bożej – będą prawie u kresu swej rocznej podróży po Australii. Zakończy się ona 17 lipca, gdy krzyż i ikona wpłyną do portu razem z Benedyktem XVI.


Bp Christopher Toohey, ordynariusz diecezji Wilcannia-Forbes, przyznaje, że dla Kościoła w Australii, w którym nie ma tradycji pielgrzymowania, owa podróż po kraju symboli ŚDM i duchowe przygotowania do spotkania młodych z Benedyktem XVI są co najmniej tak samo ważne, a może nawet ważniejsze, jak wydarzenie, jakim są Światowe Dni Młodzieży.

Katolicy są wciąż największą grupą religijną w Australii – stanowią 26 proc. mieszkańców (ponad 5 mln), ale liczba chrześcijan w ostatnich kilku latach zmniejszyła się z 71 do 64 proc. Najszybciej rozwijają się Kościoły niechrześcijańskie z powodu dużej liczby imigrantów z Azji. Jednak to również katolikom z Chin, Wietnamu, Filipin tutejszy Kościół katolicki zawdzięcza względną stabilność. Widać to choćby podczas mszy dla studentów w kościele pw. św. Franciszka w Melbourne – większość uczestników to młodzi Chińczycy.

Problemem Kościoła w Australii jest spadek praktyk religijnych – tylko 13 proc. katolików uczestniczy w niedzielnej mszy. Coraz rzadziej przyjmowane są sakramenty, od lat spada liczba powołań kapłańskich, wrasta natomiast średnia wieku księży – ok. 60 lat. W Australii istnieje jeden z najsilniejszych na świecie ruch księży na rzecz zniesienia celibatu, wspierany przez kilku tamtejszych biskupów. Niejeden z Kościołów lokalnych mógłby natomiast pozazdrościć dobrej sieci szkół katolickich, w których uczy się 20 proc. australijskich dzieci, rozwiniętej pomocy socjalnej i charytatywnej, aktywnego laikatu.

– Jesteśmy pośrodku między silnym katolicyzmem w USA a słabszym w Europie. Jesteśmy częścią kultury zachodniej ze wszystkimi jej wpływami – mówi kardynał George Pell, arcybiskup diecezji Sydney. –Te wpływy to rocznie ok. 90 tysięcy aborcji, 60 – 70 proc. młodych Australijczyków żyjących bez ślubu. Kardynał Pell z uwagi na swoje zdecydowane poglądy na tematy moralne, które wyraża w debatach publicznych (ostatnio występuje ostro przeciw propozycji legalizacji związków homoseksualnych) nikogo nie pozostawia obojętnym; wzbudza niechęć albo aplauz.

Na trasie wędrówki prawie czterometrowego krzyża i ikony znalazła się również diecezja Wilcannia-Forbes w Nowej Południowej Walii. Diecezję o powierzchni porównywalnej z Francją zamieszkuje 30 tysięcy katolików (to 29 proc. jej mieszkańców). 20 parafii o obszarach trudnych do wyobrażenia dla europejskiego katolika obsługuje zaledwie 15 księży. Ich liczba byłaby jeszcze mniejsza, gdyby nie pomoc z zewnątrz – dwóch Polaków, Niemca, Afrykańczyka.




Dla ks. Paula Clarka przemierzenie 200 kilometrów do Wilcannii, by odprawić mszę i zaraz wrócić do Broken Hill, nie jest już żadnym wyzwaniem. W 20–tysięcznym Broken Hill, położonym 1200 km od Sydney, krzyż ŚDM zatrzymał się na dwa dni. Kiedy w 1883 roku Charles Rasp odkrył tu najbogatsze na świecie złoża rudy srebra, ołowiu i cynku, ściągnęli za nim poszukiwacze szybkich fortun i życiowych uciech. Dzisiaj w tym górniczym mieście żyje się spokojnie, a o dawnych czasach przypominają jedno- i dwukondygnacyjne hotele z przełomu XIX – XX wieku z koronkowymi metalowymi balustradami przy głównej, szerokiej ulicy Argent. Zamiast poszukiwaczy przygód żyje tu dzisiaj wielu artystów, których przyciągnął niepowtarzalny klimat australijskiego interrioru.

Kiedy przyjechał tu krzyż ŚDM, na głównym skwerze miasta zebrało się ledwie kilkaset osób. Następnego poranka na modlitwę przy krzyżu wniesionym na oddalonym o kilka kilometrów od miasta wzgórzu Living Desert Sculptures z 14 kamiennymi rzeźbami przyszło kilkadziesiąt osób. O dwie godziny jazdy samochodem stąd jest Wilcannia, gdzie też na krótko zatrzymały się symbole ŚDM. 200 kilometrów szosą, bez napotkania żadnej miejscowości, z jednym zajazdem przy drodze.

Wilcannia na brzegu rzeki Darling czasy swej świetności, gdy nazywano ją Królową Miast Zachodu, dawno ma już za sobą. Na początku ubiegłego stulecia była trzecim co wielkości portem rzecznym w Australii. Dzisiaj nie ma tu nawet samodzielnej parafii. Raz w miesiącu przyjeżdża ksiądz, by odprawić mszę. 700 mieszkańców miasteczka to głównie ludność tubylcza Barkindji, wśród której duże wpływy ma Zgromadzenie Boga, jeden z wielu aktywnych w Australii Kościołów zielonoświątkowców.

Na głównym placu miasta kilkadziesiąt osób przyszło przywitać symbole ŚDM. Kilkuletnie czarnowłose dzieci, o ciemnej skórze śpiewają w języku Barkindji i po angielsku: „My pochodzimy z tego kraju i jesteśmy z tego dumni. Jesteśmy Barkindji”. Piosenki nauczyły je białe nauczycielki i siostry ze zgromadzenia św. Teresy, które prowadzą tu katolicką szkołę. Bp Toohey zaprasza do krzyża, by dotknąć go, objąć. Procesja przechodzi przez dym z palonych liści eukaliptusa. Siwowłosy Barkindji podsyca płomień, aby dym, jak nauczyli go przodkowie, skutecznie odstraszył złe duchy. Dorośli z rezerwą podchodzą do krzyża. Chrześcijaństwo, przywiezione przez białych osadników, którzy zmienili historię ich kraju, liczy dla nich 200 lat, gdy kultura Aborygenów ma ponad 40 000 lat. Kiedy w 1770 roku Cook „odkrył” Australię żyło tu ponad 700 tysięcy Aborygenów rozbitych na kilkaset plemion. Dzisiaj jest ich 460 tysięcy. Po okresie walk, ucisku, przymusowej asymilacji (łącznie z zabieraniem matkom dzieci do adopcji w białych rodzinach, co działo się jeszcze w latach 60.), dopiero 40 lat temu, w 1967 roku Aborygenom przyznano prawa obywatelskie. Pozwolono na kultywowanie własnej kultury, języka. W Wilcannii języka Barkindji uczy Murray Butcher, któremu przekazali go dziadkowie.

– Uczymy się nie tylko języka, ale także np. gotowania naszych potraw. Kultywujemy nasz rodzinny system matriarchalny – Murray Butcher traktuje to jak swoją misję.

Ale jest i ciemniejsza strona medalu. Barkindji wydają się nie być zainteresowani uczeniem się własnego języka ani w ogóle edukacją. Wysokie bezrobocie, alkoholizm, narkomania, przemoc w rodzinach, wczesne macierzyństwo – to smutna rzeczywistość w życiu Aborygenów, znanych turystom głównie ze świętej czerwonej góry Uluru, bumerangów i wydającego pulsujący dźwięk instrumentu didgeridoo. Pełna integracja Aborygenów ze społeczeństwem australijskim nie udaje się pomimo wielu rządowych programów, pomocy Kościoła i organizacji pozarządowych.

„Na drodze pojednania między białymi Australijczykami a ludnością tubylczą jest jeszcze wiele do zrobienia” – napisał w październiku Benedykt XVI w liście z okazji 20. rocznicy wizyty wśród Aborygenów Jana Pawła II, który jako pierwszy na świecie uznał ich za samodzielny naród. Tutejszy Kościół przeprosił też za błędy, jakie uczynił wobec Aborygenów w przeszłości. Benedykt XVI wezwał, by zrobili to inni: „Niech przyznanie się do prawdy otworzy drogę do trwałego pojednania, które dokona się w procesie uzdrawiania poprzez wzajemne przebaczenie, niezbędny element pokoju”.

Były premier John Howard przez lata odmawiał, tłumacząc, że dzisiejsi Australijczycy nie są winni bezprawia w przeszłości. Zrobił to dopiero Kevin Rudd, nowy premier i Lider Partii Pracy, który w lutym na specjalnej sesji parlamentu przeprosił Aborygenów za zło dokonane w przeszłości. Kościół w Australii nawołuje, by za tym krokiem poszły następne działania, by poprawić jakość życia tej grupy ludności.

Podróż symboli ŚDM przez tereny Aborygenów jest także zaproszeniem rdzennych mieszkańców Australii do udziału w Światowych Dniach Młodzieży. I chociaż do ich rozpoczęcia zostało nieco ponad cztery miesiące, nie wiadomo jak wielu – poza grupą śpiewaczek z plemienia Tiwi, które zaśpiewają dla papieża – z niego skorzysta.

W Biurze ŚDM w Sydney zarejestrowano na razie 125 tysięcy młodych ze 165 krajów świata i 50 tysięcy Australijczyków, których liczba prawdopodobnie wzrośnie do 100 tys. Organizatorzy tryskający optymizmem i pewnością, że są przygotowani na wszystkie niespodzianki, szacują, że we mszy z papieżem 20 lipca 2008 roku weźmie udział pół miliona osób. Zdaniem kardynała Pella to będzie wydarzenie ważniejsze od igrzysk olimpijskich. – Młodzi ludzie przyjadą tu nie na spotkanie wielokulturowe, imprezę sportową, ale jako pielgrzymi.

Kardynał wie, że Światowe Dni Młodzieży jako jednorazowe wydarzenie nie rozwiążą wszystkich problemów tutejszego Kościoła, który powinien stać się bardziej misyjny, a jego młodzi wyznawcy – ewangelizatorami w swoich środowiskach.

– Mamy nadzieję, że młodym pomogą w tym Światowe Dni Młodzieży – mówi kardynał Pell.

– Pomogą one też znaleźć nam nowe sposoby przeżywania wiary – dodaje bp Toohey.