Światowe Dni Młodzieży Sydney 2008


W 1985 roku Ojciec Święty Jan Paweł II pisze List Apostolski do młodych z okazji ONZ-towskiego Miedzynarodowego Roku Młodzieży oraz ogłasza ustanowienie Światowych Dni Młodzieży. Do Rzymu przybywa 350 000 młodych z całego świata. Odtąd każdego roku spotyka się w Rzymie z młodzieżą w Niedzielę Palmową zaś co dwa – trzy lata w innym wyznaczonym przez niego miejscu na kuli ziemskiej.
Te papieskie spotkania w wymiarze międzynarodowym stały się największym festiwalem młodzieżowym na świecie. Dotąd odbyły się: w Rzymie, Buones Aires, Santiago de Compostela, Czestochowie, Denver, Manilii, Paryżu, Toronto i Kolonii gromadzac setki tysięcy a nawet miliony młodych pielgrzymów.
Od 15 do 20 lipca 2008 roku Światowe Dni Młodzieży odbyły się w Sydney, w Australii.

Loading...

piątek, 18 lipca 2008

FOURTH DAY. Droga Krzyżowa


Plac katedralny, Domain, Art Gallery, Opera House, Darling Harbour i Barangaroo miejsca gdzie rozegrala sie dzis o 15.00 sydnejska Droga krzyżowa na oczach tysięcy pielgrzymów i setek milionow telewidzow na calym swiecie..
13-cie stacji odtworzone przez aktorow , ktorzy nie grali ale jakby sami przeżywali chwile cierpienia i smierci Jezusa Chrystusa, przy zachodzacym sloncu, w spektakularnej scenerii zatoki z pietyzmem dobraną oprawą muzyczną i tekstami zmieniajacymi dzis nie jednego sydnejczyka bylo najbardziej mistycznym punktem programu XXIII Swiatowych Dni Mlodziezy.Przy pierwszej stacji na schodach katedry St. Mary's uczestniczyl bezposrednio Benedykt XVI.W pozostalych wziąl udzial sledząc ich przebieg na ekranie monitora w krypcie katedry .

Images courtesy of WYD 2008

17 lipca: Barangaroo - fotoreportaż



Pielgrzymi idą na Barangaroo na przywitanie Papieża
najwięcej zagraniczych pielgrzymów przyjechalo z USA
premier federalny, Kevin Rudd
premier NSW, Morris Iemma (z prawej)
koncert w oczekiwaniu na B16
przybylo 2000 Polaków
glos pielgrzymow dla TV









fot. K. Bajkowski

Przemówienie Benedykta XVI na powitanie młodzieży w Sydney

Drodzy Młodzi,

Z ogromną radością witam Was na nabrzeżu Barangaroo, w okazałym porcie Sydney znanym ze słynnego mostu i budynku Opery. Wielu z Was pochodzi stąd, z terenów pustynnych lub z dynamicznych wielokulturowych środowisk australijskich miast. Część z Was przybyła tutaj z licznych wysp Oceanii, a część również z Azji, Środkowego Wschodu, Afryki oraz obu Ameryk. Są tu również tacy, którzy, jak ja, przybyli z odległej Europy! Nieważne skąd jesteśmy, najważniejsze, że jesteśmy w końcu tutaj w Sydney. Jesteśmy tu na tym świecie razem, jako wielka Boża rodzina, jako uczniowie Chrystusa umocnieni Jego Duchem, aby świadczyć wszystkim o Jego miłości i prawdzie!

Na początku pragnę podziękować Starszyźnie Aborygenów, którzy powitali mnie przed wejściem na pokład łodzi w zatoce Rose Bay. Jestem głęboko poruszony faktem, iż mogę stać na Waszej ziemi, biorąc pod uwagę całe cierpienie i niesprawiedliwość, jakiej ten ląd doświadczył, lecz mając również świadomość uzdrowienia i nadziei, która się obecnie rodzi przynosząc chlubę wszystkim obywatelom Australii. Natomiast młodym rdzennym mieszkańcom – Aborygenom, mieszkańcom wyspy Torres Strait oraz Tokelau pragnę wyrazić moje podziękowania za wzruszające powitanie. Przekażcie ode mnie płynące z głębi serca pozdrowienia swoim rodakom.

Pragnę również podziękować Kardynałowi Pellowi, Arcybiskupowi Wilsonowi za ciepłe słowa powitania. Zdaję sobie sprawę, że Wasze odczucia mają odbicie w sercach tych młodych ludzi zebranych tutaj dziś wieczorem, a więc dziękuję Wam wszystkim. Patrząc na Was stojących przede mną widzę dynamiczny obraz uniwersalnego Kościoła. Różnorodność nacji i kultur, z których się wywodzicie dowodzi, że rzeczywiście Dobra Nowina Chrystusa skierowana jest do każdego i dociera na krańce świata. Niemniej jednak wiem, że część z Was nadal poszukuje swojej ojczyzny duchowej. Są tu również tacy, którzy nie są katolikami czy też chrześcijanami, i Was witam szczególnie. Niektórzy z Was prawdopodobnie krążą na granicy parafii i życia Kościoła. Do Was chciałbym skierować słowa zachęty: pozwólcie się objąć miłości Chrystusa i uznajcie Kościół za swój dom. Nikt nie powinien pozostać na zewnątrz, jako że od dnia Zesłania Ducha Świętego Kościół stał się jeden i powszechny.

Tego wieczora pragnę do naszej wspólnoty włączyć tych, którzy nie są tu obecni. Mam tu na myśli przede wszystkim chorych, upośledzonych umysłowo, młodych ludzi osadzonych w więzieniach, tych, którzy walczą z losem na marginesie społeczeństwa, jak również wszystkich tych, którzy z jakichkolwiek powodów czują się wyobcowani w Kościele. Do Was mówię: Jezus jest z Wami! Poczujcie Jego uleczającą moc, jego poświęcenie i troskę!

Prawie dwa tysiące lat temu Apostołowie zgromadzeni w sali na górze razem z Maryją i innymi niewiastami zostali napełnieni Duchem Świętym (Dz. 1,14). W tym niezwykłym momencie, będącym dniem narodzin Kościoła, niepewność i strach, które nękały uczniów Chrystusa, zostały zastąpione żywym przekonaniem i poczuciem celu. Poczuli, iż muszą mówić o swoim spotkaniu ze zmartwychwstałym Jezusem, którego przybyli nazwać swoim Panem. W wielu aspektach Apostołowie byli bardzo zwyczajni. Żaden nie odważyłby się stwierdzić, że jest idealnym uczniem. Nie rozpoznali Chrystusa (Łk 24,13-32), wstydzili się własnych ambicji (Łk 22,24-27), a nawet zaparli się Go (Łk 22,54-62). Jednakże, gdy zostali napełnieni Duchem Świętym, poraziła ich prawda Ewangelii Chrystusa, co zainspirowało ich do głoszenia jej bez strachu. Ośmieleni nawoływali: nawróćcie się, ochrzcijcie się a otrzymacie w darze Ducha Świętego (Dz 2,37-38)! Trwając w nauce Apostołów, we wspólnocie, w łamaniu chleba i w modlitwie (Dz 2,42) młoda wspólnota chrześcijańska szła naprzód, aby ratować się z przewrotnego pokolenia (Dz 2,40), aby zaopiekować się sobą nawzajem (Dz 2,44-47), aby bronić wiary w Chrystusa w obliczu wrogości (Dz 4,33) oraz aby uzdrawiać chorych (Dz 5, 12-16). I w swoim posłuszeństwie nakazowi Chrystusa wyruszają dając świadectwo najwspanialszej historii dziejów – że Bóg stał się jednym z nas, i że to, co Boże stało się częścią i zmieniło historię ludzi, oraz głosząc, że jesteśmy wezwani do zanurzenia się w ocalającej miłości Chrystusa, która triumfuje nad złem i śmiercią. Święty Paweł w swojej słynnej mowie na Areopagu przekazał wiadomość w taki oto sposób: „Bóg sam daje wszystkim życie i oddech, i wszystko ... aby wszyscy szukali Boga, czy nie znajdą Go niejako po omacku. Bo w rzeczywistości jest On niedaleko od każdego z nas. Bo w Nim żyjemy, poruszamy się i jesteśmy” (Dz 17, 25-28).

I od tego momentu mężczyźni i kobiety wyruszyli, aby głosić tę samą historię, będąc świadkami prawdy i miłości Chrystusa oraz przyczyniając się tym samym do misji Kościoła. Dzisiaj pamiętamy o tych wytyczających nowe drogi Księżach, Siostrach i Braciach, którzy przybyli na te wybrzeża i w inne części Pacyfiku z Irlandii, Francji, Wielkiej Brytanii i innych zakątków Europy. Większość z nich była bardzo młoda, niektórzy byli jeszcze nastolatkami, a gdy żegnali się z rodzicami, siostrami, braćmi i przyjaciółmi, wiedzieli już, że raczej nie będzie im dane powrócić do domów. Całe ich życie było bezinteresownym świadectwem chrześcijańskim. Stali się pokornymi lecz wiernymi budowniczymi tak dużej części społecznego i duchowego dziedzictwa, które nadal przynosi dobro, miłosierdzie i służy za cel tym narodom. I w ten sposób zainspirowane zostało kolejne pokolenie. Natychmiast przychodzi nam na myśl błogosławiona Mary MacKillop, której wiara wzmacniała jeszcze jej determinację w krzewieniu edukacji szczególnie wśród ubogich oraz błogosławiony Peter To Rot, który stale przekonywał, że przywództwo w danej społeczności musi być ściśle związane z nauką Ewangelii. Pomyślcie również o waszych własnych dziadkach i rodzicach – waszych pierwszych nauczycielach wiary. Oni również musieli poświęcić wiele czasu i energii, tylko z miłości do was. Wspierani przez waszych kapłanów i nauczycieli, mieli do wykonania zadanie, nie zawsze łatwe, ale dające wielką satysfakcję; zadanie doprowadzenia was do tego, co dobre i prawdziwe, przez świadectwo nauczania i życia w naszej wierze chrześcijańskiej.

Dzisiaj nadeszła moja kolej. Niektórym z nas może wydawać się, że przybyliśmy na kraniec świata! Dla ludzi w waszym wieku każdy lot jest ekscytującą perspektywą, lecz dla mnie podróż tutaj była trochę trudna. Jednak widoki na naszą planetę z góry były prawdziwie zdumiewające. Lśnienie Morza Śródziemnego, ogrom pustyni w północnej Afryce, bujność lasów w Azji, bezmiar Oceanu Spokojnego, horyzont, nad którym wschodzi i zachodzi słońce oraz majestatyczna okazałość naturalnego piękna Australii, których miałem możliwość doświadczyć w ciągu ostatnich kilku dni, to wszystko wywołuje głębokie poczucie szacunku. To jakbyśmy oglądali sceny z Księgi Rodzaju – światło i ciemność, słońce i księżyc, wody, ziemia, żywe stworzenia, a wszystko to jest „dobre” w oczach Boga (Rdz 1,1 – 2,4). Zanurzony w takie piękno, któż nie powtórzyłby słów psalmisty chwaląc Stwórcę: „jak przedziwne Twe imię po wszystkiej ziemi” (Ps 8:1).

I jest coś jeszcze – coś, co ciężko dostrzec z przestworzy – mężczyźni i kobiety stworzeni na obraz i podobieństwo Boga (Rdz 1,26). W samym sercu cudu stworzenia jesteś ty i ja, cała ludzka rodzina „uwieńczona chwałą i czcią” (Ps 8,5). Jakże zdumiewające! Razem z psalmistą wypowiadamy szeptem: „czym jest człowiek, że o nim pamiętasz?” (Ps 8,4). I zatopieni w ciszy, w duchu dziękczynienia, w mocy świętości, rozważamy.

I co odkrywamy? Prawdopodobnie niechętnie odkrywamy blizny, które zaznaczają powierzchnię tej ziemi – erozja, wycinka lasów, marnotrawienie światowych minerałów i zasobów oceanów, tylko po to, aby napędzać niezaspokojoną konsumpcję. Niektórzy z was pochodzą z krajów położonych na wyspach, których istnienie jest zagrożone rosnącym poziomem mórz, inni z krajów cierpiących z powodu niszczycielskich susz. Zdumiewający świat stworzony przez Boga bywa czasami wrogi a nawet niebezpieczny wobec swojego „opiekuna”. Jakże coś, co jest „dobre” może okazać się tak niebezpieczne?

Jest coś jeszcze – człowiek, który jest szczytem wszystkiego, co Bóg stworzył. Każdego dnia doświadczamy geniuszu ludzkich osiągnięć. Poprzez postęp w naukach medycznych i mądre zastosowanie technologii aż po kreatywność odzwierciedloną w sztuce, jakość i radość życia stopniowo wzrasta. Wśród was jest gotowość podjęcia wielu możliwości, jakie są wam proponowane. Niektórzy z was wyróżniają się na studiach, w sporcie, muzyce, tańcu, czy też teatrze, inni z was mają głębokie poczucie społecznej sprawiedliwości i etyki, a wielu podejmuje służbę i pracę wolontariacką. Wszyscy z nas, młodzi i starsi, mamy takie momenty, w których wrodzone dobro człowieka – może wyrażone gestem małego dziecka lub gotowością dorosłego do wybaczenia – wypełnia nas głęboką radością i wdzięcznością.

Jednakże takie momenty nie trwają długo. Tak więc znowu zaczynamy rozważać. Odkrywamy wtedy, że nie tylko środowisko naturalne, ale również społeczne – środowisko życia, które sami sobie tworzymy – ma swoje blizny, rany, które wskazują na to, że coś jest nie tak. Tutaj również, w naszym życiu prywatnym, w naszych wspólnotach spotykamy się z wrogością, niebezpieczeństwem, trucizną, która może wyżreć to, co dobre, zmienić nas i zakłócić cel, dla którego zostaliśmy stworzeni. Przykłady można mnożyć, jak sami zapewne wiecie. Te najbardziej dominujące to alkohol, używanie narkotyków, egzaltacja przemocy, deprawacja seksualna, często przedstawiane w telewizji i w internecie w formie rozrywki. Pytam siebie, czy ktokolwiek stojący twarzą w twarz z ludźmi, którzy w istocie cierpią z powodu przemocy i wykorzystania seksualnego mógłby „wyjaśnić”, że te tragedie, przedstawione w formie wizualnej, są uważane jedynie za „rozrywkę”?

Jest również coś złowieszczego w tym, że wolność i tolerancja jest często oddzielana od prawdy. Jest to jeszcze napędzane stwierdzeniem często dziś powtarzanym, że nie istnieją prawdy absolutne, które miałyby rządzić naszym życiem. Relatywizm, nieprzypadkowo nadając wartość praktycznie wszystkiemu, uczynił „doświadczenie” tym, co najważniejsze. Jednakże, doświadczenia oddzielone od jakiejkolwiek analizy tego, co dobre i prawdziwe mogą doprowadzić nie do prawdziwej wolności, lecz do moralnego i intelektualnego zagubienia, do obniżenia standardów, do utraty szacunku dla samego siebie, a nawet do desperacji.

Drodzy przyjaciele, życie nie rządzi się przypadkiem. Wasze istnienie jest wolą Boga, to On je pobłogosławił i nadał mu cel (Rdz 1,28)! Życie nie jest tylko serią wydarzeń i doświadczeń, chociaż wiele z nich może być pomocnych. Jest ono poszukiwaniem prawdy, dobra i piękna. Do końca dokonujemy wyborów i do tego też wykorzystujemy naszą wolność. W prawdzie, w dobru i w pięknie odnajdujemy szczęście i radość. Nie daj się oszukać tym, którzy postrzegają cię jako kolejnego konsumenta na targowisku nie różniących się między sobą możliwości, gdzie sam wybór staje się dobrem, nowinka uzurpuje sobie miano piękna a subiektywne doświadczenie wypiera prawdę.

Chrystus daje więcej! Tylko On, który jest Prawdą może być też Drogą i Życiem. Stąd też „droga”, którą Apostołowie zanieśli na krańce świata jest życiem w Chrystusie. To jest życie Kościoła. A wstępem do tego życia, na drogę chrześcijańską jest Chrzest.

Dlatego też dziś wieczorem pragnę przypomnieć krótko coś, co dotyczy naszego zrozumienia Chrztu Świętego, zanim jutro przejdziemy do rozważania o Duchu Świętym. W dniu Chrztu Świętego staliście się uczestnikami Boskiej natury (2 P 1,4). Zostaliście przyjęci jako synowie i córki naszego Ojca. Zostaliście włączeni w Chrystusa. Ciało wasze stało się świątynią Ducha Świętego (1 Kor 6,19). Chrzest nie jest osiągnięciem ani nagrodą, jest łaską i dziełem Boga. W istocie pod koniec waszego Chrztu kapłan wobec waszych rodziców i zebranych wiernych, zwracając się do was po imieniu powiedział: „staliście się nowym stworzeniem” (Obrzęd Chrztu, 99).

Drodzy przyjaciele, w waszych domach, szkołach i uczelniach, miejscach pracy i odpoczynku, pamiętajcie, że jesteście nowym stworzeniem! Nie tylko stoicie przed Stwórcą pełni szacunku radując się Jego dziełami, lecz także świadomi tego, iż solidne podstawy solidarności ludzkiej leżą we wspólnym pochodzeniu każdego człowieka, który jest najważniejszym elementem Boskiego planu stworzenia świata. Jako chrześcijanie jesteście tu na tym świecie wiedząc, że Bóg ma ludzką twarz – twarz Jezusa Chrystusa – ”drogi” odpowiadającej na wszystkie ludzkie tęsknoty i pragnienia oraz ”życia”, do którego jesteśmy powołani jako świadkowie, zawsze krocząc w jego świetle. Dawanie świadectwa nie jest łatwe. Dzisiaj wiele osób uważa, iż Boga należy usunąć na drugi plan, a religia i wiara, chociaż dopuszczalne w ujęciu jednostkowym, powinny być całkowicie wyłączone z życia publicznego lub obecne tylko przy dążeniu do niektórych celów pragmatycznych. Ten świecki punkt widzenia stara się wyjaśniać ludzkie życie i kształtować społeczeństwo przy żadnym lub prawie żadnym odniesieniu się do Stwórcy. Koncepcja ta jest przedstawiana jako neutralna, bezstronna, ale dotycząca wszystkich ludzi. Jednak w rzeczywistości, jak każda ideologia, sekularyzm narzuca pewien światopogląd. Jeśli Bóg nie będzie pojawiał się w życiu publicznym, to wtedy społeczeństwo będzie się kształtowało na „bezbożny” obraz, a podstawą debaty publicznej i polityki dotyczącej dobra ogólnego staną się bardziej konsekwencje niż zasady oparte na prawdzie.

Jednakże doświadczenie pokazuje, iż odwrócenie się od planów Stwórcy wywołuje zaburzenia, które prowadzą do nieuchronnych skutków mających wpływ na porządek stworzenia (por. Orędzie na Światowy Dzień Pokoju 1990, 5). Gdy Boga odsuwa się w cień, nasza zdolność dostrzegania naturalnego porządku, celu i dobra zaczyna zanikać. To, co pozornie propagowano jako ludzką pomysłowość, szybko okazuje się głupotą, chciwością oraz samolubnym wykorzystaniem. I tak staliśmy się bardziej świadomi potrzeby pokory w świetle subtelnej złożoności boskiego świata.

Lecz czym jest środowisko społeczne? Czy jesteśmy równie uważni, aby nie odwrócić się od zasad moralnych, którymi Bóg obdarzył ludzkość (por. Orędzie na Światowy Dzień Pokoju 2007, 8)? Czy widzimy, że wrodzona godność każdej osoby zależy od głębokiej tożsamości – jako obrazu Boga – i że prawa człowieka są uniwersalne, oparte na naturalnych prawach, a nie są czymś zależnym od negocjacji lub poparcia, nie mówiąc już o kompromisie. W związku z tym dochodzimy do refleksji nad tym, jakie miejsce w naszym społeczeństwie zajmują ubodzy, starsi, imigranci i ci bez prawa głosu. Jak to możliwe, że przemoc domowa dotyka tylu matek i dzieci? Jak to możliwe, że najbardziej cudowna i święta przestrzeń człowieka – łono – stało się miejscem niewypowiedzianej przemocy?

Moi drodzy przyjaciele, stworzenie Boże jest jedno i jest dobre. Troska o życie bez przemocy, zrównoważony rozwój, sprawiedliwość i pokój, oraz troska o nasze środowisko są bardzo istotne dla ludzkości. Jednakże nie da się ich pojąć bez głębokiego zastanowienia się nad wrodzoną godnością każdej istoty ludzkiej: godnością nadaną przez samego Boga i przez to nienaruszalną. Nasz świat jest już zmęczony chciwością, wyzyskiem i podziałami, monotonią fałszywych idoli i wymijających odpowiedzi, oraz bólem fałszywych obietnic. Nasze serca i umysły tęsknią za wizją życia, w którym zwycięża miłość, gdzie dary są dzielone, gdzie budowana jest jedność, gdzie wolność znajduje znaczenie w prawdzie i gdzie tożsamość odnajduje się we wzajemnej wspólnocie. To jest dzieło Ducha Świętego! To jest nadzieja oferowana przez Ewangelię Jezusa Chrystusa. Ma to świadczyć o tej rzeczywistości, w której zostaliście stworzeni na nowo podczas Chrztu i umocnieni poprzez dary Ducha Świętego przy Bierzmowaniu. Niech to będzie przesłanie, które poniesiecie z Sydney całemu światu!
tłum. Biuro ŚDM

Przemówienie powitalne kard. George'a Pella, arcybiskupa Sydney

Ojcze Święty,

Takiego powitania, jakie otrzymałeś dzisiaj wpływając do portu, katolickie Sydney nie zgotowało od czasu gdy pierwszy katolicki Arcybiskup Sydney irlandzkiego pochodzenia Patrick Francis Moran przybył tu 8 września 1884 roku. Chociaż w tamtym czasie liczba mieszkańców Sydney wynosiła tylko 270 tys., dwadzieścia parowców przyozdobionych chorągwiami i kwiatami z tysiącami katolików na pokładzie wyruszyło z nabrzeża Circular Quay, aby powitać wpływający statek Liguria, który przybył z Europy, a dziesiątki tysięcy osób oczekiwały wzdłuż nabrzeża w porcie. W swojej pierwszej homilii Arcybiskup Moran wyznał, iż odnalazł w Australii ”taką samą pobożność, takie samo oddanie religii, taką samą hojność i ducha poświęcenia”, jakie charakteryzują kościół w Europie.

Ojcze Święty, mamy nadzieję, iż będziesz miał podobne odczucia podczas pobytu wśród nas.

W naszej krótkiej historii australijscy katolicy zasadniczo byli oddanymi zwolennikami Papieża (nawet jeśli nie zawsze i wszędzie). Jest to powodem naszej radości.

Witamy Cię wśród nas jako męża wiary i modlitwy, erudytę i sławnego nauczyciela, który przez dziesiątki lat budował dialog z różnymi głosami pluralistycznej demokracji.. Witamy Cię jako kapłana i biskupa.

Ale przede wszystkim witamy Cię jako następcę Świętego Piotra, skały, na której Jezus zbudował Kościół. Pełni modlitwy i oddani Tobie, witamy Cię jako Papieża i biskupa Rzymu.

Papiestwo ma długą historię. Nie tak długą, jak nasze aborygeńskie ludy, które żyły w surowym klimacie tego kontynentu przez dziesiątki tysięcy lat przed narodzinami naszego Pana, Jezusa Chrystusa. Oni już powitali Ciebie na naszej ziemi.

Jednak 900 lat wcześniej, niż pojawił się Król Anglii, był już Papież w Rzymie. Święty Piotr przewodniczył w Rzymie małej prześladowanej wspólnocie chrześcijańskiej ponad 1700 lat przed pierwszymi europejskimi osadnikami, którzy pojawili się na wschodnim wybrzeżu Australii.

Jako Papież idziesz śladami Twojego ukochanego poprzednika, Jana Pawła Wielkiego, który zapoczątkował tradycję Światowych Dni Młodzieży, i który odwiedził Australię dwa razy. Wspominamy Go z ogromnym podziwem i miłością.

Ojcze Święty, jesteś wśród przyjaciół. Nie tylko wśród dzieci Bożych, braci i sióstr w wierze katolickiej, ale również pośród przyjaciół z całego kontynentu, oraz innych wspólnot chrześcijańskich.

Witamy Cię wśród nas modląc się, aby Twoja wizyta wzmocniła nas, tak jak nasz Pan prosił za Piotrem, aby nie ustała jego wiara, by mógł utwierdzać dalej swoich braci (Łk. 22,31-2).

tłum. Biuro ŚDM

Sydney - Super Thursday




fot. K.Bajkowski

Ceremonią powitania rozpoczęła się oficjalna część podróży apostolskiej Benedykta XVI do Australii. Papież modlił się przy grobie bł. Mary MacKillop, spotkał się z gubernatorem Nowej Południowej Walii i z premierem kraju. Po południu na nabrzeżu portu Barangaroo odbyło się powitalne spotkanie z młodzieżą.

Benedykt XVI rozpoczął dzień Eucharystią sprawowaną prywatnie w kaplicy domu arcybiskupiego. Białym, zamkniętym samochodem przejechał następnie do Government House – siedziby gubernatora stanu Nowa Południowa Walia. Wybrzmiało 21 salw armatnich, oddano honory wojskowe, odegrano hymny. Papieża, któremu towarzyszył kardynał sekretarz stanu Tarcisio Bertone, powitał w parku swej rezydencji gubernator Michael Jeffrey.


Przemawiając w imieniu rządu premier Kevin Rudd uznał Światowy Dzień Młodzieży za wydarzenie wielkiej wagi dla całej Australii. Dodał, że z otwartymi ramionami Benedykta XVI wita nie tylko ponad 1300 tutejszych katolickich parafii, ale też inne wspólnoty wyznaniowe, religijne i całe społeczeństwo. Papież przybywa jako apostoł pokoju i głos nadziei. Premier zauważył, że mozaika narodowości pielgrzymów koresponduje z różnorodnością mieszkańców Australii. „Ich wiara nas uderza, inspiruje” – dodał Rudd, witając Benedykta XVI także w imieniu wspólnoty Aborygenów, którzy go o to prosili. „Cieszymy się twą obecnością, oczekujemy na kolejne, związane z nią wydarzenia pośród nas. Mamy nadzieję i w imieniu wszystkich Australijczyków modlimy się, aby twój pobyt tutaj stał się błogosławieństwem nie tylko dla ludów tej ziemi, ale i dla pielgrzymów przybyłych ze wszystkich zakątków świata, także tych, którzy odwiedzają nas po raz pierwszy” – powiedział premier Australii.

Image courtesy of WYD 2008
Podczas oficjalnej ceremonii powitania Papież zwrócił uwagę, że głównym celem jego wizyty w Australii jest Światowy Dzień Młodzieży. Obchody te napełniają go ufnością co do przyszłości Kościoła i świata. Benedykt XVI przypomniał rolę katolików w budowie tego kraju, zwłaszcza na polu edukacji i służby zdrowia. Również w dzisiejsze, bardziej zlaicyzowane środowisko wspólnota katolicka wnosi nadal ważny wkład, wskazując na duchowy wymiar dyskutowanych obecnie kwestii.

„Gdy tyle tysięcy młodych ludzi odwiedza teraz Australię, zastanówmy się, jaki świat przekazujemy przyszłym pokoleniom – mówił do polityków Benedykt XVI. – Widoczna tu wspaniałość Bożego dzieła stworzenia przypomina potrzebę ochrony środowiska i gospodarowania odpowiedzialnie dobrami ziemi. Zauważam, że Australia angażuje się poważnie w odpowiedzialną troskę o środowisko naturalne. Podobnie w odniesieniu do środowiska ludzkiego kraj ten szczodrze wsparł międzynarodowe operacje pokojowe, wnosząc wkład w rozwiązanie konfliktów na Pacyfiku, w południowo-wschodniej Azji i gdzie indziej. Dzięki licznym tradycjom religijnym obecnym w Australii stanowi ona szczególnie żyzny grunt dialogu ekumenicznego i międzyreligijnego. Podczas mej wizyty oczekuję spotkania z miejscowymi przedstawicielami różnych wspólnot chrześcijańskich i innych religii, by zachęcić do tego ważnego dzieła. Jest ono znakiem pojednawczego działania Ducha, pobudzającego nas, by zdążać za jednością w prawdzie i miłości. Przede wszystkim jednak jestem tutaj, by spotkać się z młodzieżą z Australii i całego świata, i modlić się o nowe zesłanie Ducha Świętego na wszystkich uczestników naszych obchodów”.

Po ceremonii powitania Ojciec Święty nawiedził kaplicę bł. Mary MacKillop w północnej części Sydney. Modlił się chwilę przed Najświętszym Sakramentem oraz u grobu błogosławionej. Obecnym tam siostrom ofiarował statuę św. Józefa, gdyż to właśnie on jest patronem zgromadzenia założonego przez pierwszą australijską błogosławioną. Sam otrzymał popiersie Mary MacKillop z brązu. Spontanicznie zauważył uśmiech wyobrażonej na nim opiekunki najbiedniejszych z biednych i obiecał, że zatrzyma ten dar u siebie. Siostry ze Zgromadzenia św. Józefa mają nadzieję na niedługą kanonizację swej założycielki, która nim została wyniesiona na ołtarze, w wyniku splotu nieporozumień i ludzkich zazdrości przeżyła nawet udrękę pięciomiesięcznej ekskomuniki z Kościoła katolickiego. Dziś 900 zakonnic z jej zgromadzenia pracuje m.in. w szkolnictwie, wśród uchodźców i Aborygenów.
Image courtesy of WYD 2008
Młodzi tymczasem uczestniczyli w drugim dniu katechez, których dzisiejszy temat brzmiał: „Duch Święty duszą Kościoła”. Codziennie prowadzonych jest tu 235 spotkań katechetycznych w 29 językach. W polskie spotkania włączają się także młodzi z Białorusi (9 osób) z bp. Antonim Dziemianką i młodzież polonijna z Zachodu, np. 24-osobowa grupa z Francji.

Gdy młodzi słuchali katechez, Papież przejechał z klasztoru sióstr św. Józefa samochodem do Domu Admiralicji – rezydencji gubernatora generalnego Australii. Odbył tam dwa półgodzinne spotkania. Gubernator Michael Jeffrey, który reprezentuje królową Elżbietę II, rozmawiał z Benedyktem XVI o kwestiach środowiska, suszy, wyżywienia i energii. Papież zauważył, że dla pomyślnej przyszłości świata potrzeba także „energii ducha”. Rozmawiano też o wartościach, którymi żyje młodzież, duchowej opiece nad studentami oraz o dialogu międzyreligijnym. Benedykt XVI podarował gubernatorowi mozaikę przedstawiającą Plac św. Piotra. Sam otrzymał w darze cenną szkatułę na dokumenty.


Images courtesy of WYD 2008
Natomiast premier rozmawiając z Papieżem wykazał się znajomością postaci teologa Dietricha Bonhoeffera oraz Maksymiliana Kolbego. Rozmowa z Kevinem Ruddem dotyczyła dialogu międzyreligijnego, również w tym, co dotyczy kontaktów Canberry z rządem indonezyjskim. Papież podziękował Australii za udział w operacjach pokojowych na świecie oraz pomoc w przygotowaniu Dni Młodzieży. Premierowi kraju ofiarował akwafortę przedstawiającą aktualny plan Miasta Watykańskiego.

Po spotkaniach z politykami Benedykt XVI, serdecznie pozdrawiany przez oczekujących na ulicach ludzi, udał się na prywatny obiad do rezydencji arcybiskupiej.

Czwartkowe popołudnie przyniosło długo oczekiwane przez młodych święto powitania. Ojciec Święty przyjechał na molo Rose Bay, gdzie starszyzna Aborygenów tańcem i śpiewem witała go widząc w nim nie jako kolonizatora, ale przyjaciela i duchowego ojca. To właśnie trzech z nich tańcząc odprowadziło Papieża do promu Sydney 2000. Na pokładzie, oprócz papieskiego orszaku i przedstawicieli lokalnego Kościoła z kard. Pellem na czele, Benedyktowi XVI towarzyszyło szesnaścioro młodych. Było wśród nich 12 przedstawicieli różnych kontynentów i czworo z Australii: emigrant z Wietnamu, Aborygen, kadetka szkoły morskiej i przedstawiciel starszej emigracji. Oni objaśniali Papieżowi niezwykle malownicze miejsca, koło których przepływał statek oraz ich historię.

Image courtesy of WYD 2008
Zaledwie sześć morskich mil żeglugi przy wietrznej, ale słonecznej pogodzie wyraźnie sprawiło Benedyktowi XVI radość. Nieopodal australijskiej łodzi Piotra płynęło 12 mniejszych jednostek, a na nich 1200 młodych pielgrzymów oraz dziennikarze. Wśród entuzjazmu oczekujących papieski prom przycumował przy wschodnim nabrzeżu portu Barangaroo. Stamtąd, już w papamobile, Ojciec Święty przejechał na miejsce celebracji.

Tam, w roli strażników miejsca powitało go ponad 40 przedstawicieli starszyzny aborygeńskiej, niejako przekazując młodym niezwykłego gościa. Dziecięcy chór odśpiewał w języku Aborygenów Gadigal z okolic Sydney, hymn Tu es Petrus.

„Ojcze Święty, takiego powitania, jakie otrzymałeś dzisiaj wpływając do portu, katolickie Sydney nie zgotowało od czasu, gdy pierwszy katolicki arcybiskup Sydney Patrick Francis Moran przybył tu w 1884 roku” – mówił kard. George Pell. Metropolita Sydney witał Papieża jako męża wiary i modlitwy, erudytę i sławnego nauczyciela, który przez dziesiątki lat budował dialog z różnymi głosami pluralistycznej demokracji, jako kapłana, biskupa i Następcę Piotra: „Ojcze Święty, jesteś wśród przyjaciół. Nie tylko wśród dzieci Bożych, braci i sióstr w wierze katolickiej, ale również pośród przyjaciół z całego kontynentu, oraz innych wspólnot chrześcijańskich. Witamy Cię wśród nas modląc się, aby Twoja wizyta wzmocniła nas, tak jak nasz Pan prosił za Piotrem, aby nie ustała jego wiara i mógł utwierdzać dalej swoich braci”.

„Zgromadzeni w twej obecności, odnawiamy naszą wiarę oraz oddanie Chrystusowi i Kościołowi – mówił z kolei witając Papieża abp Philip Wilson, przewodniczący Konferencji Episkopatu Australii. – Wzmocnieni Duchem, przyjmujemy wezwanie do podniesienia się i życia w taki sposób, by tym życiem dawać świadectwo o Chrystusie. Ojcze Święty, oddajemy się teraz intensywnemu duchowemu doświadczeniu Światowych Dni Młodzieży i włączamy się wszyscy wraz z Tobą w modlitwę, refleksję i program tych dni, otwarci na Ducha Świętego, Pana i Dawcę życia, by On nas odnawiał i prowadził”.

Mieszkańcy Wysp Tokelau procesyjnie wnieśli ewangeliarz na modelu czółna. To symbol ewangelizacji tych wysp, gdzie Boga do dziś chwali się jako Wielkiego Rybaka. Właśnie z tej księgi odczytano perykopę z Ewangelii Łukasza. Słowa ukazujące, że prawdziwa wielkość ma wymiar służby: kto chce być wielki, niech stanie się sługą.

Witając młodzież, Papież zachęcił ją do dawania świadectwa wzorem apostołów po Zesłaniu Ducha Świętego i tylu chrześcijan następnych pokoleń. Zwrócił uwagę, że w dzisiejszym świecie nie jest to łatwe. Wskazał na blizny widoczne już na powierzchni ziemi, takie jak erozja, wycinka lasów, marnotrawienie mineralnych i oceanicznych zasobów świata, by napędzać niezaspokojoną konsumpcję. Również środowisko społeczne człowieka zaznaczają takie rany, jak nadużywanie alkoholu i narkotyków, egzaltacja przemocy, deprawacja seksualna, nieraz przedstawiane w telewizji i w internecie jako rozrywka. Jest również coś złowieszczego w tym, że wolność i tolerancję często oddziela się od prawdy. Twierdzi się, że nie istnieją prawdy absolutne mające rządzić naszym życiem. Relatywizm prowadzi do moralnego i intelektualnego zagubienia, utraty szacunku dla samego siebie, a nawet rozpaczy.

Fot. K.Bajkowski
„Kwestie życia bez przemocy, zrównoważonego rozwoju, sprawiedliwości i pokoju oraz troska o nasze środowisko są bardzo istotne dla ludzkości – mówił do młodzieży Benedykt XVI. – Jednakże nie da się ich pojąć bez głębokiego rozważenia wrodzonej godności każdej istoty ludzkiej od poczęcia do naturalnej śmierci. Godności nadanej przez samego Boga i przez to nienaruszalnej. Nasz świat jest już zmęczony chciwością, wyzyskiem i podziałami, monotonią fałszywych idoli i wymijających odpowiedzi, oraz bólem fałszywych obietnic. Nasze serca i umysły tęsknią za wizją życia, w którym zwycięża miłość, gdzie podziela się dary, gdzie buduje się jedność, gdzie wolność znajduje znaczenie w prawdzie i gdzie tożsamość odnajduje się we wzajemnej wspólnocie. To jest dzieło Ducha Świętego! To jest nadzieja, jaką daje Ewangelia Jezusa Chrystusa. Aby świadczyć o tej rzeczywistości, zostaliście stworzeni na nowo przez chrzest i umocnieni darami Ducha Świętego przy bierzmowaniu. Niech to będzie przesłanie, które z Sydney zaniesiecie światu”.

Kilkusetosobowy chór odśpiewał „Pieśń Sługi”. W modlitwie wiernych po angielsku, rosyjsku, tajsku, niemiecku i hiszpańsku proszono, aby Bóg otwierał serca młodych na miłość, służbę bliźnim, by ich umacniał w trudnościach i pokrzepiał w służbie. Święto powitania zakończyło odśpiewanie hymnu Dni Młodzieży.

Image courtesy of WYD 2008
Żywiołowo pozdrawiany Benedykt XVI w blasku zachodzącego słońca przejechał panoramicznym samochodem do siedziby arcybiskupa, która jest w Sydney jego rezydencją. W piątkowy program papieskiej pielgrzymki wpisano m. in. spotkania: ekumeniczne i międzyreligijne, obiad z przedstawicielami młodzieży i drogę krzyżową ulicami miasta.
ks. Józef Polak SI, Radio Watykańskie